sobota, 16 marca 2013

Rozdział 1


                                                             -Nadiene-

Obudziłam się jak zawsze cała we krwi i w siniakach. Nie potrafiłam się ruszyć. Musiałam coś z tym zrobić. Musiałam uciec. Powoli zaczęłam się podnosić. Z wielkim bólem stanęłam na nogi. Drobnymi kroczkami podeszłam do małego okienka przez które spokojnie mogła bym przejść. Hmm... teoretycznie gdyby nie te kraty nie było by problemu...., ale są kraty i jest problem. Zaczęłam się rozglądać w poszukiwaniu czegoś co mogłoby je wyrwać. Próbowałam uciec już wiele razy ale za każdym razem przyłapywali mnie, a za karę  gwałcili dwa razy brutalniej niż zwykle. No cóż, spróbuję jeszcze raz, może się uda. Nie był ranek było tak gdzieś koło wczesnego wieczora, przez co nie było zbyt dużo światła. Na drugim końcu pokoju dojrzałam coś co się świeci. Powoli podeszłam tam, doszłam do wniosku, że to obcęgi. Pewnie zapomnieli ich zabrać zeszłej nocy...tylko na tym zyskam. Podniosłam je i spróbowałam trochę poluzować kraty, ale to na nic. Spróbowałam jeszcze raz, ani drgnęły. Ze zrezygnowaniem podjęłam się kolejnej próby. Spięłam się w sobie i pociągnęłam za kraty, które chwile później leżały już na ziemi. Szybkim ruchem wybiłam okno. Odłamki szkła posypały się po podłodze raniąc przy tym moje ręce i nogi, nie przejęłam się tym. Resztkami sił zaczęłam czołgać się na drugą stronę, na czyste powietrze, którego tak dawno nie wdychałam. Nagle usłyszałam kroki. Musiałam się pospieszyć. Gdy przedostałam się na drugą stronę, drzwi otworzyły się. Zaczęłam biec, chociaż nie miałam sił i wszystko mnie bolało biegłam. To była moja jedyna szansa. Biegłam ile sił w nogach. Za mną słyszałam jeszcze przytłumione krzyki i nawoływania grożące śmiercią, ale nie miałam zamiaru się odwracać. Moje ubrania były podarte, po twarzy spływały krople krwi, tak samo jak po rękach i nogach. Nie miałam zamiaru tamować łez, które dobrowolnie spływały mi po policzkach. 
Teoretycznie powinnam być szczęśliwa, bo właśnie uciekłam z tego cholernego bunkru, ale ja nie byłam szczęśliwa, bałam się, byłam przerażona. Biegłam, jezdnią, był późny wieczór, więc nie było samochodów, ani spacerowiczów. Upadłam. Nie umiałam się podnieść. Doczołgałam się do krawężnika i usiadłam na nim podkulając nogi... W tym momencie rozpłakałam się na dobre. Nie wiedziałam gdzie się znajduję, prawdopodobnie na obrzeżach Londynu, w jakiejś bogatej dzielnicy. Nie miałam jak się porozumieć z rodziną z Polski, byłam bez grosza. Zapowiadało się po prostu świetnie.

                                                               -Harry-
      *muzyka*
- Dobra chłopaki ja już spadam...- powiedziałem wykończony
- TY.CHYBA.SOBIE.ŻARTUJESZ??!!- odpowiedział Lou - Impreza sie dopiero rozkręca a ty już spadasz?! O nie ja Cie nie wypuszcze z tego klubu!!! - napierał dalej Louis
- Zostaw go, niech idzie, nie widzisz, że ma wory pod oczami? - zaczął bronić mnie Liam
- Lou, ja już ide na serio już nie dam rady. Robota mnie już wykończyła. - Głowa mnie bolała niemiłosiernie. Nie miałem już na nic siły, nawet na klub.
- Dobrze, idź, ale jak będziesz mnie o coś prosić to wiedz, że uzyskasz odmowną odpowiedź- powiedział Lou i zrobił minę obrażonego dziecka.Westchnąłem i ruszyłem w stronę wyjścia. Do samochodu miałem kilka metrów, ale padający deszcz nie dodawał uroku temu kawałkowi. Cały mokry wsiadłem do auta i kilka minut później jechałem już do domu, było po 22 do tego padał ten cholerny deszcz... idealna pogoda do jazdy -,-
Powoli zbliżałem się do swojej posiadłości, kiedy nagle dostrzegłem kogoś siedzącego na krawężniku pod domem. Szczerze? Nie było mi to na rękę. Zaparkowałem samochód i już zmierzałem w stronę drzwi, kiedy usłyszałem cichy płacz. No po prostu idealnie (wyczułyście ten sarkazm?). Rozglądnąłem się kilka razy i dopiero wtedy przypomniała mi sie osoba siedząca na krawężniku. Szybkim krokiem udałem się w jej stronę. Kucnąłem przy niej i podniosłem jej podbródek do góry. To co zobaczyłem zszokowało mnie. Twarz dziewczyny była umazana krwią pomieszaną ze łzami, które ciągle napływały jej do oczu, w których widać było strach, przerażenie, bała się mnie. Jej ubrania były mokre i strasznie podarte. Nie wiedziałem co robić. Nie znałem jej. Wiedziałem tylko tyle, że napewno jej tutaj nie zostawię
- Nie bój się mnie, nic Ci nie zrobię. Obiecuję. - powiedziałem z troską i złapałem ją za dłoń. Gwałtownie zabrała ją, a jej przerażenie rosło z każdą sekundą. Bez dłuższego zastanowienia  wziąłem ją na ręce, przez chwilę się szarpała i kopała oraz próbowała krzyczeć, ale z jej ust wydobył się tylko ledwo słyszalny pisk. Wyglądała na wyczerpaną co się sprawdziło, gdyż zasnęła w moich ramionach zanim wszedłem do domu.

                                                                -Nadiene-
Siedziałam tam i płakałam już dobre 2h, kiedy padły na mnie światła auta. Nie odwracałam się, bałam się, że to jeden  z tych drani, którzy mnie porwali. Usłyszałam trzask zamykanych drzwi od samochodu iw tedy wszystkie wspomnienia wróciły, zaczęłam płakać jeszcze mocniej co zwróciło uwagę nieznajomego. Podszedł do mnie, podniósł mój podbródek, by zobaczyć moją twarz. Jego wyraz twarzy zmienił się natychmiastowo. Nie wiedziałam co robić, bałam się, ale spojrzałam na niego co było błędem. Automatycznie utonęłam w jego idealnie zielonych tęczówkach. Z każdą sekundą moje przerażenie rosło.
-Nie bój się mnie, nic Ci nie zrobię. Obiecuję. - powiedział po czym dotknął mojej dłoni, która natychmiastowo zabrałam. Nie ufałam mu. Trwaliśmy przez chwilę w ciszy, gdy zdarzyło się coś niespodziewanego. Nieznajomy wziął mnie na ręce co totalnie mnie zaskoczyło. Próbowałam się szarpać, ale byłam zbyt wyczerpana i po chwili zasnęłam w jego ramionach.

                                                                -Harry-
Wyglądała tak niewinnie, kiedy spała, jednak bardzo łatwo było dostrzec, że przeszła za dużo i potrzebuje pomocy.
Delikatnie położyłem ją na łóżku i przykryłem kołdrą, a sam usiadłem na fotelu i przyglądałem się jej jeszcze kilka minut, a potem sam zasnąłem.


 Jeżeli ktoś to będzie czytał to bardzo dziękuję i dobrze by było gdyby zostawił po sobie jakiś ślad, czyli : Czytasz = Komentujesz
Hope

1 komentarz:

  1. Świetny rozdział *.* Fajnie się zapowiada, czekam na nexta:D
    Zapraszam na swojego bloga http://lovestorymyboys.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń